Biografia patrona naszej szkoły
Biografia patrona naszej szkoły
Stanisław Augustyńczyk urodził się 22.X.1932r. w Starej Brzeżnicy, 32 km od Częstochowy. Jest to stara miejscowość datowana na XI w, obecnie leżąca w woj. łódzkim. Według „ Żywotów Świętych” pochodzących z 1895r. kościół tamtejszy, który dotrwał do drugiej wojny światowej poświęcony był przez samego św. Stanisława ze Szczepanowa. W kościółku tym jednak odprawiano msze tylko w odpust. W inne dni mieszkańcy uczęszczali na nabożeństwa do Nowej Brzeźnicy. Stanisław Augustyńczyk pochodził z biednej rodziny chłopskiej. Rodzice - Marianna i Kazimierz mieli czworo dzieci: Kazimierę, Zenobię, Stanisława i Włodzimierza. Dom rodzinny stał przy drodze wiodącej na pola. Okoliczni chłopi często żartowali z małym chłopcem bawiącym się na podwórzu gliną. Na pytanie co z tej gliny powstanie odpowiadał, że zbuduje kościół. Po wybuchu wojny kościół w Nowej Bzeźnicy zamieniony był przez Niemców w magazyn zbożowy. W związku z tym na niedzielną mszę świętą trzeba było iść do Prusicka, oddalonego o 6km. Pomimo to mały Stasiu wędrował co tydzień przez las, aby uczestniczyć w nabożeństwach. Już chyba wtedy zaczęło kiełkować w nim powołanie. Od najmłodszych lat , mówił, że zostanie księdzem.
We wrześniu 1939r. Stanisław miał 7 lat, powinien więc iść do szkoły, lecz ze względu na wybuch wojny zaczął do niej uczęszczać dopiero w 1945r. Lata wojny nie były jednak stracone, gdyż nauka została rozpoczęta w domu rodzinnym. Uczył go tata i starsza siostra przy naftowej lampie z podręczników, które jakimś cudem znaleziono w spalonej przez Niemców wiosce. Nauka prowadzona w domu była na tyle efektywna, a Stanisław zdolny, że po zakończeniu wojny w 1945r poszedł od razu do klasy trzeciej, a po półrocznej nauce w szkole, jako bardzo dobrego ucznia przeniesiono go do klasy czwartej. O tym, że był bardzo starannym uczniem świadczą jego zeszyty. Szkołę Podstawową w Nowej Brzeźnicy ukończył w 1949r. Mimo ciężkich warunków materialnych w domu rodzice zgodzili się na prośbę syna, który postanowił uczyć się w seminarium duchownym. Była to dla nich trudna decyzja, gdyż cały ekwipunek - jedzenie, ubranie, pościel, opierunek musiała zapewnić adeptom seminarium rodzina. Stanisław najpierw ukończył szkołę w Lądzie nad Wartą w Zgromadzeniu Księży Salezjanów i tu w 1951 r. zdał tzw. małą maturę. Następnym etapem jego edukacji było Niższe Seminarium Duchowne w Słupsku, które mieściło się przy ul. K. Szymanowskiego, tam gdzie dzisiejszy Zespół Szkół Drzewnych. Jego przyjazd na tereny Pomorza, daleko od domu rodzinnego, związany był z tym, że seminaria na południu Polski były przepełnione, a na północy brakowało księży.
Władze Kościoła Katolickiego w osobie ówczesnego Administratora Apostolskiego Edmunda Nowickiego wystosowały apel do przyszłych duchownych, aby przybywali na Ziemie Odzyskane, gdyż ziemie te wołały o kapłanów. Po ukończeniu Niższego Seminarium w Słupsku i zdaniu matury Stanisław rozpoczął studia na wydziale filozofii w Paradyżu - Gościkowie. Było to seminarium prowadzone przez Zakon Misjonarzy św. Wincentego Apaulo. Od 1954r. edukację kontynuował w seminarium w Gorzowie Wielkopolskim na wydziale teologii. Tam też przyjął niższe święcenia ( tonzury, lektoratu, akolikatu i egzorcysty) po czym w ostatnim roku studiów święcenia subdiakonatu, a w kwietniu 1957r. święcenia diakonatu czyli pierwsze święcenia kapłańskie. W ostatnich latach seminarium, wraz z księdzem Józefem Słomskim, tworzyli honorową tzw. żelazną asystę biskupa Benscha.
23 czerwca 1957r. w Katedrze Wniebowzięcia NMP w Gorzowie Wielkopolskim o godz. 7.00 Stanisław Augustyńczyk przyjął święcenia kapłańskie, których udzielił biskup ordynariusz Teodor Bensch - pierwszy mianowany przez Stolicę Apostolską ordynariusz dla Ziem Zachodnich.
Ordynariat gorzowski był wtedy bardzo rozległy, sięgał od Zielonej Góry po Łebę i od Szczecina do Piły. Do 1956r. diecezja ta nie miała biskupa ordynariusza. Zarządzali nią rządcy - administratorzy. Dopiero w 1957r. wyznaczono pierwszego ordynariusza, którym został wspomniany wyżej Teodor Bensch.
Po ukończeniu Wyższego Seminarium Duchownego ksiądz Stanisław Augustyńczyk, jak wszyscy jego koledzy, wyjechał, aby mszę prymicyjną odprawić w swojej miejscowości. Odbyła się ona w Nowej Brzeźnicy.
Po powrocie do Diecezji Gorzowskiej został skierowany jako wikariusz do Zbąszynka, Szczecina, Świdnicy koło Sulechowa a następnie do Nowogardu. Z Nowogardu razem z księdzem Józefem Słomskim przybyli jako wikariusze do parafii Biesowice, gdzie proboszczem był ksiądz Edward Korecki. Ówczesna parafia Biesowice stanowiła bardzo rozległy teren. W jej skład wchodziły trzy dzisiejsze parafie - Biesowice, Kepice i Barcino. Nic też dziwnego, że jeden kapłan nie był w stanie nieść posługi na tak dużym obszarze. Przez dwa miesiące- lipiec i sierpień 1963r. dwaj młodzi księża przebywali w Biesowicach, po czym ksiądz Słomski oddelegowany zostało do Kępic, a ksiądz Augustyńczyk do Barcina. Długo jeszcze nie było zgody władz państwowych na utworzenie nowych parafii, więc wobec władz świeckich obaj kapłani występowali jako wikariusze, lecz władze kościelne traktowały ich jako samodzielnych proboszczów. 1972 r. z wielkiej Diecezji Gorzowskiej wydzielono obecną Diecezję Koszalińsko - Kołobrzeską, a w rok później 28.08.1973r. została erygowana parafia Barcino. Ksiądz Stanisław Augustyńczyk został mianowany proboszczem tejże parafii. Należały do niej trzy kościoły: parafialny w Barcinie, filialny w Gumieńcu oraz kaplica w Korzybiu. Po przybyciu do Barcina mieszkał przez trzy lata u państwa Czech, gdzie wynajmował jeden pokój. W 1967r. zamieszkał w budynku obecnej plebanii. Budynek ten został kupiony od pana Kucharskiego przez mieszkańca Gumieńca - Gerarda Piekarskiego, gdyż księża nie mogli w tamtych czasach nabywać nieruchomości. Dopiero po 1970r., kiedy władze PRL wydały dekret o przekazaniu kościołów, plebanii jednostkom wyznaniowym Gerard Piekarski przekazał budynek jako darowiznę na rzecz Kościoła, ale w międzyczasie, ze względu na ziemię przyległą do plebanii, ksiądz Stanisław musiał zdobyć dyplom wykwalifikowanego rolnika, co miało miejsce 25.02.1973r.
Od lat siedemdziesiątych starał się o możliwość budowy kościoła w Korzybiu. Na początku wszystkie jego prośby załatwiane były odmownie, chociaż w swych pismach udowadniał, że plany takie istniały już w latach pięćdziesiątych, lecz nie wiadomo z jakich powodów zaniechano ich realizacji. Mijały lata, wpływały wnioski do urzędów wojewódzkich, już nie o budowę kościoła, ale o rozbudowę kaplicy. Wreszcie w listopadzie 1976r. nadeszła radosna dla księdza Stanisława i mieszkańców Korzybia wiadomość. Urząd Wojewódzki w Słupsku zgodził się na rozbudowę kaplicy. Kiedy jednak przedstawiono projekt pojawiły się nowe problemy, bo okazało się, że to nie rozbudowa, a budowa nowego kościoła. Po kilku miesiącach rozmów, pism, próśb, wojewoda projekt podpisał. W kwietniu 1978r. rozpoczęto prace przy wykopach pod fundamenty. Wszystko wykonywano ręcznie.
7 maja 1979r. zmontowano stalową konstrukcję, a 26 sierpnia tego roku kościół był już pod dachem. Tego dnia uroczyście wmurowano kamień węgielny, który został poświęcony przez biskupa ordynariusza Ignacego Jeża i od tego momentu zaczęto odprawiać w nim msze święte. Po otynkowaniu ścian, założeniu posadzki i elewacji przystąpiono do wystroju wnętrza świątyni. Ostatecznie w 1984r. prace zakończyły się. Kościół był gotowy.
W czasie następnej wizytacji biskupa ordynariusza w grudniu 1985r. ksiądz Augustyńczyk po raz pierwszy podał całkowity koszt budowy kościoła, który wyniósł 4 813 962,40gr , w tym wszystkich ofiar wpłynęło 4 276 806,50gr , a mieszkańcy Korzybia złożyli prawie 2 000 000zł.
W tym samym czasie, kiedy rozbudowywał kościół w Korzybiu ksiądz Stanisław myślał również o kościele parafialnym w Barcinie. 1974r. wyremontowana została wieża, następnie w 1977r. przełożono część dachówki, wykonano betonową podmurówkę i ogrodzono świątynię, zmieniono ceglaną posadzkę na terakotę, kupiono brakujące ławki. Największą inwestycją w kościele parafialnym były witraże wstawione w okna zamiast starych, brzydkich szyb. Każdy witraż miał swojego fundatora. Przeważnie były to wioski leżące na terenie parafii, ale byli również inni fundatorzy.
W Gumieńcu również zachodziły zmiany, których autorem był proboszcz. Odnowiono dzwonnicę, podwyższono posadzkę w prezbiterium, wymieniono ją na parkiet, ogrodzenie wokół kościoła postawiono na kamiennych fundamentach, wymieniono drzwi, zamontowano krzyż pod kościołem.
Przez długi czas ksiądz Stanisław sam uczył religii w nie ogrzewanych kościołach Barcina, Gumieńca i Korzybia. Za pomoc służyły mu pilśniowe tablice i kolorowa kreda.
Dzieci jednak chętnie uczęszczały na lekcje katechezy, gdyż stwarzał wokół siebie ciepłą atmosferę.
Jakby mało mu było zajęć, zaczął zabiegać o następną świątynię w parafii i dopiął swego. Ten tytan pracy, jak określili go koledzy, w 1990r. otrzymał pozwolenie na odprawianie nabożeństw w świetlicy wiejskiej w Obłężu.
Aby sprawować posługę w tak rozległej parafii proboszcz korzystał z różnych środków lokomocji. Starsi mieszkańcy Korzybia lub Gumieńca pamiętają księdza Stanisława na motorze (SHL potem WSK) w skórzanym płaszczu, czapce cyklistówce lub kasku i długich skórzanych rękawicach. Po pewnym czasie zmienił motocykl na syrenkę, trabanta, poloneza, mercedesa, a ostatnim samochodem był niebieski opel.
Był bardzo dokładny i skrupulatny. Doskonale pisał na maszynie, o czym wspominają księża, którzy z nim studiowali lub pracowali. Umiejętność ta była mu bardzo pomocna w jego duszpasterskiej posłudze. W swojej pracy potrafił być bardzo ofiarny i pełen poświęceń. W trakcie 33 lat pracy kapłańskiej w naszej parafii ksiądz Augustyńczyk udzielił 2039 chrztów, przyjął do pierwszej komunii świętej 2017 dzieci ( nazywanych przez niego żartobliwie komunistami). Za jego kadencji bierzmowano 1243 osoby, a węzłem małżeńskim splótł 791 par. Był doskonałym organizatorem, o czym można się było przekonać chociażby w trakcie trwania rekolekcji, spowiedzi, czy różnych uroczystości kościelnych. Miał wielkie nabożeństwo do Ojca Pio, o którym często opowiadał młodzieży na katechezie lub wspominał na kazaniach.
Ksiądz Marian Dziemianko wspomina, że ksiądz Stanisław był wielkim wyznawcą kultu do Miłosierdzia Bożego, jeszcze wtedy, gdy kult ten był mało znany i oficjalnie nie wyznawany. Był wielkim erudytą i znawcą Pisma Świętego. Bardzo chętnie podpowiadał parafianom co warto przeczytać, a nawet pożyczał książki ze swej znakomicie zaopatrzonej biblioteki.
Parafianie wspominają proboszcza jako wesołego, kontaktowego, radosnego, pełnego optymizmu człowieka, który z każdym potrafił porozmawiać, każdego wysłuchać.
Nigdy nie dbał o dobra materialne dla siebie. Kochał dzieci, potrafił nawiązać z nimi kontakt, cieszył się zawsze z ich sukcesów, przeżywał porażki. Często nosił przy sobie garść cukierków, czy lizaków, którymi obdarowywał dzieci. Maluchy nie przeszkadzały mu nawet, gdy podczas mszy chodziły swobodnie po kościele lub wchodziły na stopnie prezbiterium. Upominał wtedy matki, które próbowały swoje pociechy przywołać do porządku. Był bardzo wrażliwy, wręcz uczulony na krzywdę dzieci, a one wyczuwały tę jego sympatię i odwzajemniały ją. Miał też bardzo dobry kontakt z młodzieżą. Szczególnie chłopcy pamiętają mecze piłki nożnej rozgrywane często przed mszą w dni powszednie. Na początku grał razem z chłopcami, później tylko kibicował. Z dziewczętami natomiast zawsze droczył się i żartował. Miał w sobie coś, co zjednywało mu szacunek młodzieży. Interesował się problemami parafian, często z nimi rozmawiał, przed lub po niedzielnej mszy świętej. Dzięki swojej skrupulatności nigdy nie przeoczył żadnej okrągłej rocznicy ślubu. Często byliśmy sami zdziwieni, słysząc na mszy, że nasze małżeństwa trwają już pięć, dziesięć czy piętnaście lat. My zapominaliśmy o rocznicach, ale nasz proboszcz nigdy. Znał doskonale całą parafię, wszystkie rodziny, wiedział, co komu potrzeba. Wielu rodzinom pomógł, jak nie materialnie to duchowo. Był bardzo emocjonalnie związany z parafianami. Nigdy nie krzyczał, nie żądał, tylko prosił, zwłaszcza o to byśmy się modlili i chodzili do kościoła. Był zagorzałym kibicem piłki nożnej i innych dyscyplin sportowych, dlatego cieszył się, kiedy w Korzybiu została wybudowana duża hala sportową, którą poświęcił 31 sierpnia 1996r. - tydzień przed śmiercią.
Wszyscy, którzy się z nim zetknęli pamiętają jego upór, który nie zawsze zjednywał mu przyjaciół. Ten upór był być może powodem tak szybkiego odejścia księdza. Miał tylko 64 lata. Mimo choroby wieńcowej, przebytego drugiego zawału, na własną prośbę wyszedł ze szpitala i mimo bardzo złego samopoczucia pracował do ostatniej chwili. W ostatnim roku życia często wspominał o śmierci, mówił niby żartem, lecz bardzo stanowczo, że chce być pochowany w Korzybiu. Dokładnie wyznaczył miejsce „ w tych różach przy moim kościele macie mnie pochować”. Stało się tak jak chciał. Zmarł w niedzielę, 08 września 1996r, po odprawieniu wszystkich mszy świętych.
Na pytanie dlaczego my mieszkańcy Korzybia wybraliśmy na patrona szkoły księdza Stanisława Augustyńczyka możemy odpowiedzieć słowami niemieckiego księdza i zakonnika Phila Bosmansa
„ Mały człowieku
dla mnie jesteś wielkim!
Masz ręce aby dawać.
Śmiejesz się i jesteś ludziom bliski.
Jesteś po prostu człowiekiem,
Tu twoja wielkość.”
Odpowiedzią na to pytanie są również słowa wypisane na pomniku oraz wyszyte na sztandarze
„ Byłeś nam pasterzem, ojcem, bratem, przyjacielem”.
Opracowała Teresa Cichosz
© Zespół Szkół w Korzybiu
© Zespół Szkół w Korzybiu